Konik kojarzy się jednym z figurą szachową, innym z bieszczadzkimi połoninami, a jeszcze innym z szeroko pojętą kulturą. Starsi pamiętają tę instytucję (tak! instytucję), ale młodszym trzeba o niej opowiedzieć. Były kiedyś takie czasy, kiedy bilety na koncert, do kina czy do teatru zdobywano z wielkim poświęceniem, a czasem za cenę wielkich wyrzeczeń. Jeśli bowiem nie udało się kupić biletów w kasie (a bardzo często się nie udawało), jeśli się nie miało znajomej bileterki, wówczas trzeba było poszukać Jego. Konika. Taką swojską nazwą określano osobnika, który gdzieś na uboczu placówki kulturalnej oferował bilety na koncert czy na film za cenę kilkakrotnie wyższą względem ceny biletu w kasie. Przekleństwa się połykało i z bólem serca płaciło. Te czasy na szczęście już minęły.